WYWIAD Z PANIĄ DYREKTOR V LO W POZNANIU, mgr inż. BARBARĄ PŁOTKOWIAK

WYWIAD Z PANIĄ DYREKTOR V LO W POZNANIU, mgr inż. BARBARĄ PŁOTKOWIAK (D)

W rozmowie udział biorą Kacper Lawiński (K) oraz Maria Ilasz (M).

K: Czas na pytanie wprowadzające. Kartkówki i sprawdziany to utrapienie każdego ucznia, ale czy po latach można mieć do nich sentyment?

D: Niestety, szkoła zawsze kojarzy nam się z wielkim stresem. Każdy ma też na uwadze  zbliżającą się maturę, czyli ten największy stres. Jest on nieodłącznym elementem szkoły, którą znamy ze swoich doświadczeń.

K: Ale sentyment do szkoły Pani odczuwa. Mówiąc ogólnie, bardziej pamiętny jest okres szkoły podstawowej czy liceum?

D: Liceum jest okresem, kiedy dojrzewamy, właśnie dlatego najbardziej zostaje w pamięci. Myślę, że większość ludzi może potwierdzić, że szkoła średnia to czas, który bardzo intensywnie  przeżywamy.

K: Przejdźmy do właściwej części naszej rozmowy. Jak to jest być dyrektorem szkoły? Jakie cechy musi posiadać osoba zarządzająca taką placówką?

D: Chyba to wy moglibyście odpowiedzieć na to drugie pytanie, jakie chcielibyście widzieć cechy u waszego dyrektora! (śmiech) Ja tę funkcję pełniłam przez 20 lat, ale czas ten był podzielony na etapy, bo według naszego prawa funkcja dyrektora składa się z kadencji trwającej 5 lat. Najpierw jest konkurs, 5 letnia kadencja, potem kolejny konkurs. Żeby zarządzać naszą szkołą musiałam przejść przez ten cykl 4 razy. I jakie cechy? Na pewno trzeba być odpornym na wiele czynników zewnętrznych, bo szkoła nie jest wyspą, ale działa w określonym systemie. Z jednej więc strony mamy tę wewnętrzną społeczność szkolną, która jest najważniejsza, w której musimy znać swoje role, aby wszystko dobrze funkcjonowało. Ta społeczność jest umieszczona w całym systemie oświaty, jak i też w środowisku lokalnym. To wszystko dyrektor musi pogodzić – dbać o interes własnej szkoły, ale pamiętać, iż funkcjonuje w otoczeniu, które stawia wobec niego wymagania. Musi mieć oczy dookoła głowy i być odpornym.

M: Ja teraz zadam pytanie, na które odpowiedź już po części padła. Jak wyglądała Pani kariera zawodowa?

D: Oj, brzmi to bardzo górnolotnie. Jest to długa opowieść. Zacznę od czasów, kiedy byłam uczennicą liceum, i to właśnie V liceum w Poznaniu. Była to klasa  matematyczno-fizyczna w latach siedemdziesiątych. Uczyliśmy się w niej języka niemieckiego, bo wówczas obowiązkowym pierwszym językiem obcym był zawsze rosyjski – tu nie było mowy o wybieraniu – ale drugim językiem akurat w mojej klasie był niemiecki. Ten profil wybrałam zgodnie z moimi zainteresowaniami, predyspozycjami, ponieważ myślałam o kontynuowaniu tradycji rodzinnej -  moja mama była inżynierem. Niestety, już na poziomie liceum, kiedy byłam w 1 klasie, zmarł mój ojciec i było to, jak można sobie wyobrazić, bardzo ciężkie osobiste przeżycie. Miałam to szczęście, że moją wychowawczynią w pierwszej klasie była pani prof. Urszula Romańska, która uczyła nas fizyki; zawsze bardzo mi imponowało, gdy przynosiła nam wielkie, grube zbiory zadań fizycznych z poziomu studenckiego,  a niektóre jeszcze radzieckich autorów. Z nich wybierała zadania i okazywało się, że są one możliwe do rozwiązania dla licealistów. Lubiłam panią profesor i fizykę, a później też matematykę, której uczyła mnie pani prof. Kucharska – wówczas wicedyrektorka. Zawsze były to moje przedmioty wiodące. Z tego też powodu podjęłam studia na Politechnice Poznańskiej. Pod koniec studiów wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, więc plany edukacyjne i zawodowe się nieco pozmieniały (śmiech).

Po studiach bardzo chciałam pracować w przemyśle, ale sprawy się   skomplikowały ze względu na zapaść gospodarczą w kraju, jaka nastąpiła w latach osiemdziesiątych po  stanie wojennym. Jak zapewne wiecie z historii współczesnej, był to okres schyłku PRL-u, znów narastały protesty społeczne i zbliżały się zmiany ustrojowe państwa. Rozpoczęłam jednak pracę w „Cegielskim” (Zakłady Przemysłu Metalowego HCP), w laboratorium, ale szybko okazało się, że nie ma tam co robić przez 8 godzin w pracy. Siedzieliśmy i nic - odbijało się kartę wejścia o godz. 7.00 rano, a potem popołudniu o godz. 15.00, żeby potwierdzić pobyt w zakładzie, ale żadnych ciekawych zadań badawczych nie było . Nie było więc perspektyw rozwoju. Postanowiłam zmienić zawód….. i zostałam nauczycielką.

K: Wróćmy jeszcze teraz na chwilę do tematów szkolnych. Jaka jest według Pani różnica między szkołą z Pani nastoletnich lat a tą, której działaniu  codziennie się  Pani przygląda?

D: Niestety mała. I to mnie bardzo boli, bo minęło przecież ponad 50 lat! Szkoła powinna się bardzo zmienić, a jednak tak się nie stało.

K: Co, według Pani, powinno zmienić się w tej obecnej szkole, aby było jak należy?

D: Bardzo bym chciała, żeby wreszcie do tych zmian doszło. Żeby ten okres rozwoju młodego człowieka był w pełni wykorzystany i by szkoła rzeczywiście was wyposażała w to, co potrzebne w życiu dorosłym i żebyście nie byli wtłoczeni w takie sztywne ramy systemu klasowo – lekcyjnego. Bo taki system funkcjonował  w moich czasach, funkcjonował wcześniej w czasach pruskich i funkcjonuje do dzisiaj. Jest to, według mnie, złe i  powinno się  zmienić.

K: Jaki kraj według Pani ma najsprawniejszy i najlepiej działający system szkolnictwa i powinien być dla nas inspiracją?

D:  Znam z opisu eksperymenty, które przeprowadzono w krajach zachodnich. Polegały one na pracy  metodą projektów, metodą problemową. W szkołach eksperymentalnych nie było ścisłego podziału wiekowego, ale uczniów zebrano na zasadzie predyspozycji i zainteresowań. Na cały rok mieli oni przydzielone zadania, które realizowali w grupach, ale pod okiem nauczycieli i tym sposobem uczyli się interdyscyplinarnie wszystkich przedmiotów.  Przed i po tym roku eksperymentalnym przeprowadzono badania i okazało się, że osiągnięcia są wyższe niż wśród uczniów, którzy są w systemie klasowo – lekcyjnym. Bardzo mi się ta metoda podoba.

K: Czy według Pani sprawdziło by się to w Polsce?

D: Aby tak działać, potrzebna jest odpowiednio przygotowana kadra i zapewnienie szkole pełnej autonomii. Nasz system oświaty jest centralnie zarządzany i  nie ma takiej przestrzeni do eksperymentowania. Osobiście zawsze zależało mi na tym, abyście  mieli jak największą autonomię w ramach systemu, który mamy.  A są to, niestety, bardzo ciasne ramy.

M: Czy ma Pani w pamięci jakieś wyjątkowe lub niespodziewane sytuacje z czasu pełnienia swojej funkcji? Jest Pani na stanowisku dyrektora, a tu dzieje się coś, co szczególnie utkwiło Pani w pamięci, coś, czego zupełnie się Pani nie spodziewała?

D: Rozpoczynając pracę w naszej szkole, przyszłam na fali reformy, w wyniku której rząd wprowadził gimnazja. Był to 2002 rok – a więc naukę ukończyli pierwsi absolwenci gimnazjum, a wraz z nimi ja objęłam swoją posadę. Można sobie łatwo wyobrazić, jaki przeżyłam szok w 2015 roku, kiedy dowiedzieliśmy się, że rząd postanowił te właśnie gimnazja zlikwidować. Poczułam wtedy wielkie rozczarowanie. To jest to, co mnie bardzo negatywnie zaskoczyło w rzeczywistości zewnętrznej. A wewnątrz nie miałam rozczarowań.

K: Co lubi pani najbardziej w pracy nauczycielki i dyrektorki?

D: Najbardziej cieszą mnie sukcesy uczniów i to, że mogą wcielać w życie swoje pomysły. Największą jednak radość daje mi poczucie, że moi szkolni podopieczni mogą realizować swoje marzenia i rozwijać się dalej w takim kierunku, który daje im satysfakcję.

K: Oprócz zalet pełnienie funkcji w strukturze szkoły ma na pewno wady. Co jest najtrudniejsze w codziennej pracy dyrektora?

D: Największą uciążliwością, choć to rzecz prozaiczna, są dzwonki co 45 minut i brak czasu – trzeba szybko działać, patrzeć nieustannie na zegarek, żeby wszystko  odbywało się według planu i wszyscy weszli tam, gdzie trzeba – tzn. do przydzielonych sal lekcyjnych. Ponownie więc powiem, że temu wszystkiemu winny jest system klasowo-lekcyjny, który jest bardzo dużym obciążeniem zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli.

K: A jaki czas w roku szkolnym jest dla Pani  najmniej przyjemny? 

D: Najtrudniejsza jest klasyfikacja roczna, ponieważ chciałabym, żeby wszyscy byli zawsze promowani. Uważam, że brak promocji jest po prostu stratą czasu i całego roku szkolnego. System jednak polega wszechobecnym ocenianiu waszych osiągnięć, co generuje ofiary -  pojawiają się potencjalni kandydaci do powtarzania roku. Gdy dochodzi do takiej sytuacji, często nie ma na to akceptacji ani ze strony rodziców, ani ze strony uczniów, którzy nie chcą się na to godzić. Są to sprawy bardzo często kończące się dużymi konfliktami między gronem pedagogicznym a rodzicami, którzy - co oczywiste- chcą swoje dziecko wybronić. Najtrudniejsze jest więc dla mnie wszystko, co generuje system oceniania; problemy z klasyfikacją roczną, ponieważ trzeba rozwiązywać konflikty, mediować, przekonywać itd. A wciąż pojawia się pytanie, czy mamy pewność, że ocenianie  ucznia było sprawiedliwe. To w tym dostrzegam największy problem. 

M: Jakie rady dałaby Pani uczniom, którzy chcieliby w przyszłości wybrać zawód nauczyciela?

D: To, czy ktoś się nadaje, widać już po relacjach na tle klasy. Jeżeli ktoś chętnie pomaga drugiemu człowiekowi, jest gotowy, żeby mu tłumaczyć zadania z różnych przedmiotów - na przykład z fizyki, matematyki, czy też inne zagadnienia - to osoba rozważająca obranie tego zawodu już w szkole będzie mogła sprawdzić, czy rzeczywiście jest rozumiana i czy posiada umiejętność dobrego objaśniania.

K: Kierując tą szkołą przez wiele lat może zaobserwowała Pani takie cechy naszej szkoły, których inne poznańskie licea nie posiadają?

D: Cieszę się tym, że jesteśmy szkołą chętnie wybieraną przez absolwentów szkół - wcześniej gimnazjalnych, a teraz podstawowych. Jest spora konkurencja, aby dostać się do naszej szkoły ,więc w rezultacie przychodzą tutaj osoby ambitne i zmotywowane. Bardzo mnie to cieszy i po tych 20 latach mam z tego satysfakcję. A jeszcze pod koniec mojej pracy udało nam się zdobyć wyróżnienie Wielkopolskiej Szkoły Roku 2021.

K: Dlaczego według Pani absolwenci wybierają właśnie naszą szkołę?

D: Chcą się dobrze przygotować do studiów i wiedzą, że tu zrealizują swoje cele. Przez 20 lat zawsze uważałam, że najważniejsza w szkole jest relacja nauczyciel - uczeń. To było dla mnie priorytetem. Każdy musi znać swoją rolę, bo inne zadania ma dyrektor, inne nauczyciel, inne uczeń. Powinny być to relacje partnerskie, czyli wiele rzeczy możemy otwarcie przedyskutować, podać swoje argumenty, ale ktoś musi tym wszystkim zarządzać.

M: Teraz przyszła pora na pytanie końcowe. Czy ma Pani przesłanie, które chciałaby Pani przekazać swoim następcom?

D: Żeby w życiu kierowali się sercem i rozumem.

K, M: Dziękujemy za udzielenie wywiadu!

Historia V LO

Urszula Sipińska

Urszula Sipińska

Piosenkarka i ikona polskiej sztuki estradowej, architekt wnętrz.
Ale dla nas przede wszystkim koleżanka i absolwentka V LO.Więcej

Znak Jakości Szkoły

Znak Jakości Szkoły

V Liceum Ogólnokształcące im. Klaudyny Potockiej w Poznaniu jest wśród 500 najlepszych liceów w Polsce...Więcej

Udostępnij