"Ten pomnik będzie znakiem sprzeciwu" - wywiad z kombatantami

26 września miało miejsce odsłonięcie pomnika Armii Krajowej, na które przybyło kilkanaście tysięcy osób. Nam udało się porozmawiać przed tą uroczystością z gośćmi honorowymi - kombatantami, wśród których był m.in. Jan Płócienniczak

Dzisiejszy dzień jest bardzo szczególny. Co czują Państwo, myśląc o tym pomniku, który będzie świadectwem poświęcenia Państwa i Państwa towarzyszy?

- Dla nas jest to wielkie, wielkie wzruszenie, ponieważ dwa lata temu, kiedy tworzył się komitet budowy tego pomnika, nie wierzyliśmy, że to się nam uda. Wiedzieliśmy, że będą ogromne koszty i tak dalej. Ale udało się r11; to jest tak wspaniała rzecz!.

- Pozwolę sobie przerwać koleżance - niewielkie koszty. Dopóki my jesteśmy, poradzimy sobie i pokonamy wiele trudności. My jesteśmy fundamentem. Jesteśmy dziś bardzo wzruszeni...

- Ten pomnik został postawiony zarówno dla nas, Akowców, jak i dla Was, dla młodzieży. My budowaliśmy go swoją krwią, ranami, pobytami w komunistycznych więzieniach, Ja jestem teraz bardzo chory, ale dziś z zadowoleniem idę pod pomnik, bo dzięki temu, co przeżyłem, mam teraz Polskę i daję Wam tę Polskę, abyście ją szanowali.

Uczniowie VLO ze sztandarem AK

Uczniowie VLO ze sztandarem AK

Czy uważają Państwo, że stawianie pomników i oddawanie hołdów w takich uroczystościach, jak ta jest wystarczające, aby pamiętać o Państwu i Państwa towarzyszach?

- Wszystkie pomniki są bardzo ważne, obojętnie z jakiego okresu historycznego. Niech będą one odpowiedzią na wszystko, co się teraz wyprawia. Boli mnie to, co dzieje się w rządzie - poniżanie siebie nawzajem to, pozwolę sobie na użycie takiego określenia, wykształcone chamstwo. Tak nie można. Ten pomnik będzie znakiem sprzeciwu.

Wiele źródeł podaje, że patriotyczna postawa Polaków, nie tylko tych młodych, różni się od tej, którą reprezentował Pan wraz z Pańskimi kolegami. Co Pan sądzi na ten temat?

- Mam wnuków. Moja najmłodsza wnuczka jest teraz na trzecim roku studiów w Anglii. Wyjechała aby podszkolić język. Pozostałych czterech wnuków wybrało się tam, żeby zarobić. Nie podoba mi się to, że teraz goni się za pieniądzem, nie zwracając uwagi na to, kim jesteśmy i komu służymy. Dlaczego mamy być służącymi gdzieś na Zachodzie, gdzie Polak posiadający wyższe wykształcenie pracuje w restauracji? Należy dbać o swój honor. Przede wszystkim.

- Myślę, że młodzież należy uczyć o tym, co się działo w naszym życiu, o tym, ile Polska cierpiała. Jeszcze jakiś czas temu mieliśmy do czynienia ze szkołami komunistycznymi i nauczycielom nie pozwalano mówić prawdy. Młodzież nic jeszcze nie wie, dopiero zaczyna się uczyć historii. Ale to nie ona jest temu winna...

Rusza uroczysty pochód

Rusza uroczysty pochód

A o czym najchętniej opowiedziałby Pan młodzieży?

- Czterdzieści dwa lata byłem nauczycielem w Polsce Ludowej. Zanim do tego doszło zostałem wysiedlony, a później zwerbowany do Związku Walki Zbrojnej, który 22 stycznia przemianowano na Armię Krajową z rządem w Londynie. Pracowaliśmy i uczyliśmy się na tajnych kompletach a także potajemnie szkoliliśmy się w Armii Podziemnej, Ja jednocześnie zajmowałem się sportem, byłem kapitanem piłkarskiej drużyny... Jednocześnie w lutym składałem przysięgę dla Armii Krajowej, a po jakimś czasie w sierpniu zostałem ciężko ranny. Przeżyłem. Po wyzwoleniu wróciłem do mojego rodzinnego Międzychodu. Tam mnie aresztowano, ale miałem szczęście, ponieważ uratował mnie pewien major... Opowiedziałbym o wszystkim, bo młodzież powinna poznać prawdę.

Jak się Panu udało nauczać w Polsce Ludowej?

- Udało się, ponieważ mnie ceniono. Studiowałem na Uniwersytecie geografię. Niestety te studia na drugim roku przerwano. Zawiązał się wtedy Konspiracyjny Związek Patriotów Polskich. Wiedzieli, że jestem w AK , więc poprosili, abym im pomógł - w tym czasie miałem egzamin z astronomii. Kilka dni później aresztowano studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, Warszawskiego, Poznańskiego - między innymi mnie. A uczyłem wtedy w Paderku geografii, ponieważ profesor zmarł nagle i pani docent, która była na naszym uniwerku mnie tam skierowała, Najpierw do Marcinka, a później do Paderka. W szkole przepracowałem łącznie czterdzieści dwa lata. Wszyscy mieli do mnie szacunek, bo w tamtych czasach mimo wszystko uczyłem tak, jak chciałem.

Warszawscy kombatanci

Warszawscy kombatanci

Jakie plany na przyszłość ma Związek Żołnierzy Armii Krajowej?

-: Naszym zadaniem jest przekazać Wam jak najwięcej naszych przeżyć, naszej historii, o której być może niektórzy piszą, ale czasem opisują coś, co źle usłyszeli. Kiedyś mój kolega napisał wspomnienia - jedno zdanie brzmiało tak: "szli żołnierze stąd i stąd". Odpowiedziałem mu na to, że nie "stąd i stąd", bo z Brwionowa, z Bąkowa. Kolega ma nieprawdziwe wiadomości. To my tam byliśmy. Jeżeli czegoś nie wiemy, nie możemy pisać, bo wtedy młodzież niczego się nie dowie. Nie można kłamstwa przelewać na papier...

Dziękujemy za wywiad!

- Również bardzo dziękujemy!

(Weronika Przybylska i Emilia Stachowska)